Kategorie: Wszystkie | Oglądałam i czytałam
RSS
sobota, 07 lipca 2007
Się dzieje

I to tyle, że nie potrafię tego wszystkiego ogarnąć, cały czas żyję w jakimś zawieszeniu. Nie mogę w spokoju poczytać, bo myśli kotłuja mi się w głowie, w nocy sny nie dają odpocząć.

Ale, ale...Obroniłam się, praca jest (zobaczymy jak długo ;)), no i zaczynam dorosłe życie. Mam nadzieję, że będzie ciekawie, że będę potrafiła wybrać to, czego naprawdę chcę i nie skończę za dwadzieścia lat jako sfrustrowana księgowa, albo nauczycielka w gimnazjum...

Przestałam się bać, mam nadzieję, że to uczucie pozostanie przez chwilę, bo pomijając wszystkie zmiany i nowe problemy, to dawno nie było mi tak dobrze. 

11:07, joaninia
Link Komentarze (1) »
niedziela, 15 kwietnia 2007
Wiosna
Jabłuszka i słoneczko... Czego mi więcej trzeba? :o)
12:32, joaninia
Link Komentarze (3) »
środa, 21 marca 2007
Jak to jest, człowiek myśli, że ma przyjaciela, takiego na dobre i złe. Przeszło się razem różne niefajne chwile, które chyba tylko wzmocniły całą tę relację, wydawała się taka wyjątkowa i dobra. A tu proszę, wystarczy jedna laska, nie potrafiąca powstrzymać swoich zaborczych skłonności, żeby minęło jak sen złoty... Nawet myśleć mi się o tym nie chce, powinnam skasować numer telefonu, ale jeszcze nie potrafię. Boję się, że w przypływie tęsknoty znowu coś napiszę i jak zwykle nie otrzymam odpowiedzi.
22:00, joaninia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 marca 2007
Smutno...

I nawet nie wiem czemu. Różne sprawy tłuką się po głowie, ale trudno stwierdzić, która wywołuje ten mój nastrój.

Jutro jedziemy do Łodzi, może to coś  pomoże. Brakuje mi czegoś, chciałabym, żeby coś się wydarzyło, ale nie mam pojęcia czego miałoby dotyczyć .

 

 

12:32, joaninia
Link Komentarze (1) »
środa, 07 marca 2007
TEmpus non penis non stat
Ale te dzionki szybko upływają... Niedługo będę stara :o(
22:20, joaninia
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 05 marca 2007
Nic

Właściwie to nic się nie dzieje. Byłam u B. na weekend, odpoczęłam sobie. Fajnie tam u niej w domku, tak jakoś dobrze.

I pyszne mrożone truskawki z jogurtem :o) 

10:09, joaninia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 lutego 2007
Powołanie
Moim powołaniem nie jest uczenie, jestem tego pewna. Męczą mnie godziny, podczas których musze wtłuc komuś do głowy zasady, które on i tak za chwilę zapomni. Robię to teraz, bo lepsze to niż roznoszenie ulotek, no i trochę lepiej płatne. Ale właśnie dostałam propozycję uczenia maluchów w przedszkolu i strasznie mnie to pociąga. Na pewno chcę spróbować, dużo fajniejsze musi być rysowanie i śpiewanie piosenek niż tłumaczenie zasad tworzenia czasu przeszłego (bleh). Zresztą zawsze mnie ciągnęło do maluchów. Może stwierdzę, że uczenie na pewno nie jest dla mnie, w żadnej postaci, ale na razie bardzo chcę. Zwłaszcza, że to przedszkole jest koło nas...:)
10:10, joaninia
Link Komentarze (5) »
wtorek, 20 lutego 2007
Po wakacjach

No i już minęło te kilka dni odpoczynku. Ale było cudnie. Dokładną relację mozna przeczytać u P., niewiele pozostaje mi już do dodania. Poza tym, że pierwszy raz w życiu widziałam stado sarenek (co wszystkim wydawało sie bardzo dziwne) i poznałam najcudowniejszego kotka na świecie. A klimat niesamowity, rzeczywiście, jakbyśmy przenieśli się w lata siedemdziesiąte. Musimy pojechać tam w lecie.

Taki wyjazd pomaga, jakoś mi tak spokojniej i łagodniej, chociaż na zewnątrz różnie się dzieje. Jutro spotkanie, na które bardzo się cieszę. Z kimś, kogo nie widziałam kilka lat. 

12:54, joaninia
Link Komentarze (1) »
czwartek, 15 lutego 2007
Chcipak
adopt your own virtual pet!
13:59, joaninia
Link Komentarze (4) »
środa, 14 lutego 2007
Różowe serducho

Ale walentynkę dostałam! :) I to wcale nie od P., w sumie to całe szczęście, bo byłoby to trochę podejrzane, nie gustujemy raczej w takich klimatach. Walentynka pochodzi od S., którego uczę francuskiego. Jest ciastem w kształcie serca, pokrytym różowym lukrem, ozdobionym złotymi cekinami. Dostała mi się niestety zupełnie przez przypadek, a nie z wielkiej miłości. Chciał ją ofiarować dziewczynie, z którą spotkał się dopiero raz, co wydało mi się lekką przesadą. S. bardzo przejął się moją opinią, a ja przejęłam ciacho. Dziewczyna będzie miała inne, w kształcie koła, pokryte pomarańczową galaretką. Bo tych ciast S. miał z dziesięć, jemu też się niespodziewanie dostały od znajomej cukierni.

Ale najlepszą walentynką była mina P., kiedy wróciłam do domu z serduchem. Myślał, że mu je kupilam...;)

23:20, joaninia
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2